Nasza strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.

Beskidy24 » Aktualności » Woprowcy odpływają za chlebem

Woprowcy odpływają za chlebem
Nie wiadomo, ilu ratowników pracuje za granicą. WOPR nie prowadzi oficjalnych statystyk. Dobra renoma naszych "wodniaków" to efekt dużej praktyki, dzięki sporej liczbie krytych basenów na Śląsku. Zatrudniają one blisko 400 ratowników, którzy mogą przez cały rok utrzymywać się w wysokiej formie. Gdzie ją wykorzystają w wakacje? Na to już zarząd WOPR nie ma wpływu.

Ratownicy są ochotnikami. Część z nich w pewnym wieku rezygnuje z ratownictwa. Rezerwą są ratownicy nastoletni (w szkoleniu mogą uczestniczyć nawet 12-latki) Stanowią oni obecnie ponad połowę spośród około 5500 woprowców w regionie, lecz na razie spełniają wyłącznie rolę pomocniczą.

- Nie mogą pracować ani w pełnym wymiarze godzin, ani też samodzielnie. Na kąpielisku przydaje się jednak każda para oczu - tłumaczy Sebastian Wawrzoła.

Nie było jeszcze sytuacji, iż z powodu braku ratowników nie udało się otworzyć kąpieliska. Wawrzoła przyznaje jednak, iż coraz trudniej zatrzymać woprowców.

- Niektórzy właściciele myślą, że jak dadzą ratownikowi, spędzającemu cały dzień w pracy, tysiąc złotych to wystarczy. Trzeba jednak wyłożyć o 500-800 złotych więcej. Inaczej będzie jak jest lub jeszcze gorzej - mówi Wawrzoła.

Ratownicy WOPR radzą, by m.in.:

- nauczyć się pływać i doskonalić umiejętności;
- pływać w miejscach dozwolonych, pilnowanych przez woprowców;
- nie wchodzić do wody po spożyciu alkoholu
- pływać z prądem;
- nie wskakiwać do wody tuż po opalaniu;
- nie skakać na głowę do nieznanego akwenu.


M.Wroński, M. Lach
POLSKA Dziennik Zachodni

Woprowcy odpływają za chlebem

Data: 1 lipca 2008 Region: Żywiec

Na basenach i kąpieliskach zaczyna brakować ratowników Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Pracą kuszą ich biura podróży, hotele i ośrodki wczasowe w kraju i za granicą. W efekcie nasi "wodniacy" pilnują plażowiczów nad Bałtykiem, ale też na Cyprze i Krecie. Zatrudnienie znaleźli nawet... w angielskim aquaparku.

W niedzielny wieczór w Jeziorze Żywieckim utonął 50-letni mężczyzna. Pływał w rejonie ośrodka Halny w Zarzeczu. Ratownicy wyciągnęli jego ciało po 15 minutach. Szef żywieckiego WOPR Jerzy Ziomek do akcji ratunkowej popłynął z ratowniczką uczącą się w szkole policyjnej i kandydatem na ratownika. Być może nie doszłoby do tragedii, gdyby na akwenie było więcej ratowników.

- Nie mam ludzi. Kiedyś, jak były etaty, to był porządek, obowiązywały dyżury. Jeszcze w ubiegłym roku dostałem dotację z Urzędu Marszałkowskiego, więc ratownicy otrzymywali po 700 złotych na rękę. Teraz pracują społecznie. Nie mogę więc nikogo zatrzymać, jak chce iść do domu czy załatwić jakąś sprawę. Uciekają do pensjonatów i hoteli, bo tam lepiej płacą. Na dodatek zostały u nas obcięte patrole prewencji policji. To katastrofa - mówi Jerzy Ziomek.

Dramatyczną sytuację widzi także Marian Mrowiec z Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Co roku na wakacje ośrodek zatrudnia dodatkowego ratownika do pilnowania miejskiego kąpieliska i plaży. Teraz Mrowiec musiał czekać, aż ratownik skończy sesję na studiach. Inni ratownicy wyjechali bowiem nad Bałtyk i na południe Europy.

- Co więcej, mam problem z obsadzeniem wszystkich etatów na krytym basenie w ciągu całego roku - dodaje Mrowiec.

Tymczasem internetowy serwis śląskiego oddziału WOPR roi się od ofert pracy: w regionie, nad Bałtykiem, na Warmii i całym południu Europy. O tej porze roku znalezienie wolnego i doświadczonego ratownika graniczy z cudem.

- Wszyscy są już na południu Europy. Zaklepali sobie robotę jeszcze w lutym i w marcu. Takie wyjazdy im się opłacają. Miesięcznie zarabiają po tysiąc euro - mówi Sebastian Wawrzoła, kierownik biura śląskiego oddziału WOPR.

Rafał Nojdek, ratownik z Rudy Śląskiej, dodaje, że taki wyjazd to większa odpowiedzialność, bo pilnuje się ludzi nad morzem, a nie na basenie. Dyżury pełni się po 12, a nie po 8 godzin.

- Z drugiej strony człowiek sprawdza się w nowych warunkach, poznaje nowoczesny sprzęt i zdobywa doświadczenie. Gdy ktoś później widzi w dokumentach, że pracowałeś nad morzem, to od razu inaczej na ciebie patrzy. Poza tym na taki wyjazd można ze sobą zabrać rodzinę - podkreśla Nojdek.


 


Komentarze

 

Brak komentarzy.

Księgarnia


Wszystkie prawa zastrzeżone Beskidy24.pl © 2009

Redesign i nadzór techniczny Cyber.pl © 2009