Nasza strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.

Beskidy24 » Artykuły » GSB - Dzień II (Wisła)

GSB - Dzień II (Wisła)
W stronę Stożka  Fot.: Beskidy24.pl

Z Kubalonki, spragniony odpoczynku pognałem szybko do sympatycznej Stecówki. Nad wyraz uprzejma Pani w bufecie, udostępniła kącik dla podładowania wszelakich urządzeń elektr.

Po zaledwie 3 godzinnym reście/resecie:-) pomknąłem w kierunku Przysłopu i Baraniej Góry w poszukiwaniu miejsca na nocleg. Minąłem schronisko pod Przysłopem mając wrażenie dobrego tempa i kondycji. Na Baranią Górę z Przysłopu mój zapał ostudziły duże i luźne kamienie na szlaku, zostało więc prowadzenie. Wkrótce wieża widokowa i zjazd w dół. Zjazd wcale nie był taki jednoznaczny. Stromy stok opadający na prawo od ścieżki studził mój zapał, więc znowu prowadzenie roweru. Dla odważnych i bez plecaka - czemu nie.

Przed Magurką Wislańską nieco podjazdu w terenie mocno zniszczonym przez powalone drzewa. Kornik i wiatr zrobił tutaj niezłą robotę a człowiek dokończył. Dalej granią na Magurkę Radziechowską i w dół na halę Radziechowską, która od samego początku ujęła mnie swym pięknem.
Po rozłożeniu namiotu wkrótce zapłonęło ognisko i w tych okolicznościach koczy się 2 dzień wędrówki. Dzisiaj na liczniku stuknęło 35 kilometrów.

Kolejna relacja już jutro.

Grzegorz
Beskidy24.pl

Data: 30 lipca 2008 Region: Wisła

GSB - Dzień II (Wisła)


Drugi dzień podróży. Piękna pogoda, nadal upalnie i plecak, który wciąż swoją wagą powala na kolana.

Poranek na Czantorii.
Mimo wczesnej pory (6.30) jest duszno, czuć nadchodzący kolejny gorący dzień.
Jeszcze w nocy próbowałem znaleźć wodę w okolicach szczytu, bezskutecznie. Poranną kawę postanowiłem zatem wypić w schronisku na Soszowie.

Podczas zjazdu z Czantorii trzeba być czujnym. Duże i luźne kamienie tylko czekają aby zapanować nad kierownicą, a co później - można sobie wyobrazić. Raz byłem już bardzo bliski "lotu" ale skończyło się tylko na delikatnym upadku w paprocie. Na Soszowie, przy schronisku byłem w okolicach 8.30 - zamknięte, lecz tuż naprzeciwko wejścia, w lesie, płynie strumień, więc nie było problemu z wodą a co za tym idzie poranną kawą.

Kolejny odcinek drogi, przez Soszów Wielki aż do Wielkiego Stożka to czysta przyjemność. Widoki na szczyty i doliny wiślańskie, spokojna, bez dużych przewyższeń, dobrze ubita nawierzchnia - wszystko czego potrzeba rowerzyście na szlaku. Naprawdę polecam !!

Wielki Stożek jest ciężki do podjazdu, dla mnie z plecakiem - niemożliwy.
Dopiero ostatnia prosta przed schroniskiem była do przejechania. Łyk wody z witaminą i ruszyłem w kierunku Kubalonki tym razem. Odcinek ten okazał się najgorszy jaki do tej pory miałem okazję testować. Początkowo wąska ścieżka wyprowadza nas na grań Kiczor, tutaj jeszcze jest nieźle. Później następuje dość wymagający zjazd wśród luźnych, dużych kamieni. Momentami trzeba prowadzić rower. Najgorzej jednak jest na odcinku od Beskidu do przełęczy Kubalonka. Tutaj niewiele pojeździmy. Koleiny błota (mimo panującej suszy), które trzeba non-stop obchodzić uniemożliwiają jakąkolwiek jazde. Panowie od wycinki naprawdę zaszaleli w tym miejscu.


Galeria



Komentarze

 

Brak komentarzy.

Księgarnia


Wszystkie prawa zastrzeżone Beskidy24.pl © 2009

Redesign i nadzór techniczny Cyber.pl © 2009